Madam Mirabell

środa, 23 kwietnia 2014

Swego nie znacie...

 Trochę na przekór słowom przysłowia "Swego nie znacie, cudze chwalicie..." ja lubię znać to "swoje". A i zwiedzanie dalszych stron jest fajne. Ale teraz w roku szkolnym, ciężko wybrać się gdzieś dalej, więc odbywamy wycieczki po bliższej i dalszej okolicy.

Ku woli wyjaśnienia, od  pięciu lat mieszkam na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, a że lubię znać okolice miejsca swojego zamieszkania to powoli staram się je poznawać. Poniżej mała foto relacja z wycieczki na Ostrężnik.


Droga do zamku wiedzie przez las, będący częścią Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd. O tej porze roku wszystkie okoliczne lasy obsypane są zawilcami. Pięknie jest tutaj na wiosnę. 


Dochodzimy do Ostrężnika. To formacja skalna w której znajduje się Jaskinia Ostrężnicka, z korytarzami o długości 90 metrów. Legenda głosi (oczywiście musi być legenda), że zasypani zostali w niej rycerze rabusie, do których według jednej z hipotez należał zamek, wraz ze swoimi bogatymi łupami.


Mój mąż został na dole z Antosiem, bo ciężko wspinać się z dzieckiem w wózku, a ja wraz z Łucją weszłyśmy na górę.


Wejście do jaskini. Tutaj właśnie przekonałam się, że bajki wcale nie pełnią, aż tak edukacyjnej roli w życiu dziecka jakby się wydawać mogło. Niedawno na dobranoc opowiadałam Łucji bajkę o Smoku i Szewczyku Dratewce. Łucja bardzo dobrze ją zapamiętała, a szczególnie to, że smok mieszkał w jaskini. Jaskinie jest - jest. To i smok być gdzieś musi. Po długiej namowie udało mi się ją przekonać żeby puściła moja rękę i stanęła na progu jaskini. Była bardzo dzielna - co widać na zdjęciu.


Wiatr zaszeleścił zeschłymi liśćmi, z tyłu w jaskini. " Mamusiu tam jest smok. Idzie słyszę go..."


"Widziałam kawałek jego ogona. Taki żółty (teraz każdy kolor to żółty). Uciekamy..."


Także musiałyśmy szybko uciekać na górę. Bo temat ruin zamku był bezpieczniejszy. W połowie drogi pożałowałam, tej decyzji, bo ciężko było się wspinać ciągnąc ze sobą dużą torbę z aparatem i małe dziecko, które trzeba podsadzać na każdy wyższy występ skalny i uważać żeby się nie zsunęło. Zaczęłam się nawet zastanawiać jak my zejdziemy...


Jesteśmy w połowie drogi. Na dole widać mojego męża i wózek z Antosiem. Dodam, że zdjęcie robiłam przy dużym zbliżeniu.


A tu już ruiny Zamku... ehem...ehem...


 Księżniczka Łucja w Zamku Raubritterów.


Taki zamek .... i rycerzy nie ma.... pewnie siedzą ze smokiem w jaskini i pilnują złota.


 Ale za to krasnoludki są. Znalazłyśmy ich jaskinię. I jeden malutki taki maluteńki prawie nam się pokazał ;o)


 A las po drugiej stronie tchnie spokojem skąpany w wiosennym słońcu. Ciekawe jakie historie zapamiętały te skały i drzewa. Może jakieś rycerskie walki, kiedy zbrojny oddział starosty krakowskiego chciał odebrać skarby zgromadzone przez rycerzy rabusi. A może smutną pieśń jakiegoś wielmoży, który był przetrzymywany w zamkowej wieży... kto wie ...


Ale teraz nikt się obawiać ani Raubritterów ani Smoka nie musi, bo rycerz Łucja drogi do zamku pilnuje.


I ostatni rzut oka na Ostrężnik. Dobrze, że zejście z drugiej strony było łagodniejsze i udało nam się zejść, bo inaczej, niedługo nowa legenda o Ostrężniku by powstała. O białej damie i dziewczynce na zamku straszącej ;)

A tak poświadczyć możemy - duchów nie ma. Za to są:  jeden żółty smok, krasnoludki i cała zgraja rycerzy rabusi.

środa, 9 kwietnia 2014

Moje nowe buty ;)

Musiałam się tutaj pochwalić. Nie dlatego, że kupiłam sobie buty, ale dlatego, ze można powiedzieć "zrobiłam je". Buty z wykroju na sztyblety do konnej jazdy, które produkuje mój mąż. Skórę wybrałam sobie jak zwykle sama - czerwona lakierowana. Mój mąż się krzywił patrząc na kolor, cholewkarz się krzywił bo kiepsko się szyła, a najbardziej krzywił się pracownik, który musiał je zaćwiekować. Podejścia były dwa, bo skóra źle się "ciągła" Po wycięciu czubków od nowa i przeszyciu ciągła się trochę lepiej. Oczywiście kopyta, a których były robione buty i spody dobrałam sobie sama. I według mnie wyszły nie najgorzej, w każdym razie mi się podobają - a wyglądają tak:







 I pozostając w obuwniczym temacie. Buciki również robione według moich wytycznych. Stylizowane na średniowieczne. Szyte maszynowo. Mogą być i do chodzenia i do pokazów historycznych. Świetnie nadadzą się również do larpów.




I jeszcze jeden model larpowo - rekonstrukcyjny. Nie na impresy średniowieczne ale na pokaz w trudnych warunkach, jeśli ktoś nie chce niszczyć sobie ręcznie szytego obuwia, będą świetne. Praktycznie niezniszczalne ;o)



wtorek, 8 kwietnia 2014

Małe liski

Dziś post bardziej w "telegraficznym skrócie". Czas mi ucieka przez palce a robota się piętrzy w każdym kącie. Szycie, sprzątanie, prasowanie, pranie i jeszcze obrabianie zdjęć - wszystko leży a maluch płacze. A najlepiej żeby ktoś z nim siedział, rozmawiał i nosił na rękach. W wolnych chwilach staram się "coś" zrobić. Dziś tym cosiem były zdjęcia małych lisków.









Wiosna nadal mnie inspiruje. Szczególnie kwiaty. Jeszcze nie mam, aż tak silnej alergii i nawet mogę wyjść na dwór.


Życzę wam miłego i słonecznego dnia, pełnego wyjątkowych inspiracji ;o)




piątek, 4 kwietnia 2014

"Zdjęciowy" dzień

Dziś był dzień pod znakiem zdjęć. Tyle zaległości mi się porobiło, że całe przedpołudnie spędziłam z aparatem. Najpierw materiały na kocyki. Później chwila przerwy, bo mój mały pomocnik - Łucja - zaczął się nudzić. Jak się okazało robienie zdjęć to nie jest to co Tygryski lubią najbardziej.


Trzeba było przerwać na chwilę pracę i znaleźć jakąś wspólną zabawę. Poszłyśmy więc szukać wiosny w ogrodzie. Wiosna znaleziona przez Usieńkę.






Wiem, znów były żonkile, ale to moje ulubione wiosenne kwiaty i nie mogłam się oprzeć.Będzie ich jeszcze troszkę, na dzisiejszych zdjęciach. Łucja znudziła się szukaniem wiosny i poszła szukać czekoladek do Babci. Sądzę, że i w tych poszukiwaniach miała dużo szczęścia ;o)

A tu jeszcze zdjęcia ostatnio skończonych przeze mnie lisków. Pozostałe rzeczy pokażę Wam jutro w następnym poście, bo inaczej wyszedłby straszny tasiemiec.




Antoś też pomagał w zdjęciach ;o) Co prawda początkowo nie był zbyt zadowolony z wpakowanych do jego wózka lisków, ale jak widać stwierdził, że poprzytulać je też trochę można. 


A tu jak widać wózek ozdabiają i "chronią od uroków" śliczne malutkie balerinki od Baleriny Szydełkowej. Ślicznie dziękujemy za prezenty. Chwalę się nimi dość późno ale za to wykorzystujemy je bardzo często. Buciczki szydełkowe są ekstra, i te małe i te troszkę większe ;o)