Madam Mirabell

wtorek, 25 lutego 2014

Krok po kroku...

Krok po kroku staram się spełniać własne marzenia. Do tej pory zawsze odkładałam je na dalszy plan. Albo mogły poczekać, albo było coś ważniejszego. Spełniłam z pomocą mojego męża marzenie dość prozaiczne. Bardzo chciałam mieć w kuchni dobrego "robota" i odkładałam na niego pieniądze już od jakiegoś czasu ale zawsze pieniądze znikały bo pojawiał się pilniejszy wydatek. Tym razem jednak się udało ;o)

Wahałam się czy kupić thermomixa czy kitchenaida. Zwyciężyły trochę względy wizualne i trochę finansowe. Wybrałam kitchenaid w pięknym kolorze ice blue. Zawsze lubiłam gotować i piec ale teraz to czysta przyjemność. Kiedy tylko kurier go przywiózł musieliśmy go przetestować i powstały babeczki bananowo - orzechowe. Szybkie, proste, pyszne i dzięki bananom w cieście długo utrzymujące świeżość. 




Potem przyszła kolej, na ciasto drożdżowe, które z reguły mi nie wychodziło szczególnie, bo brakowało mi zazwyczaj siły na wyrobienie go. Teraz wyszło. Na zdjęciu chałki z kruszonką .


Kiedy ja robiłam ciasto Łucja pięknie zabawiała Antosia.


Ale żeby nie było, że nic nie robię i nie szyję to chciałam pokazać pościel, którą uszyłam dla Antosia jeszcze zanim się urodził. I do tej pory nie mogę niestety zebrać się i uszyć przybornika na łóżeczko i osłonki na szczebelki. Ale może w końcu mi się uda.



A tu konik, którego w końcu wczoraj skończyłam.







I na koniec zapraszam jeszcze raz do wiosennej zabawy - o tutaj ;o)


 Teraz uciekam myśleć jak spełnić kolejne własne marzenie, tym razem bardzo duże...




poniedziałek, 24 lutego 2014

Wiosenne Candy i trochę zimy...

Wiosna za oknem. Słoneczko świeci, nawet wczoraj wpadła nam do pokoju pierwsza, jeszcze senna mucha. To mnie akurat jakoś szczególnie nie ucieszyło, ale chyba oznacza, że nie tylko ja się budzę na wiosnę ale przyroda też ;o)

Cały czas staram się myśleć, że to będzie dobry rok. Dużo zmian nas czeka i mam nadzieję, że uda się je przeprowadzić, tak jak sobie zaplanowaliśmy. Ale jednak trochę zimy gdzieś się czai po kątach, trochę jej w sercu zostało... Ale niedobrze rozpamiętywać przykrości, pewnie i tak przyjdą jakieś nowe. Puki co myślę, że to będzie jednak "dobry rok". O zmianach jakie planujemy napiszę później... może jutro...

Teraz o Candy. Wyszło mi właśnie, że dwa lata temu na koniec lutego zaczęłam pisać bloga. Pierwszy rok z dość mierną częstotliwością ale jednak coś tam się zdarzało. Czyli to Candy takie trochę rocznicowe a takie trochę wiosenne. Słonko świeci za oknem, żółciutkie to i Candy będzie żółte. Chciałam kogoś z was obdarować żółtym, pastelowym pojemniczkiem z emalii i dwoma emaliowanymi miseczkami, żółtymi w białe grochy. A do tego żółte kwiatki ;o) Bo niedługo dzień kobiet, bo wiosna, bo to będzie dobry rok - mam nadzieję, że nie tylko dla mnie ale również dla Was. Kwiatki zanim by dojechały do jednej z was to mogłyby zwiędnąć, więc będą to cebulki narcyzów, które uwielbiam na wiosnę, Może uda mi się jeszcze skończyć jeszcze jeden żółciutki prezent, ale to niespodzianka ;)

Zasady chyba takie jak zwykle.


1. Zostawić komentarz pod tym postem. Anonimki proszone są o podanie adresu mailowego.
2. Dodać mojego bloga do Obserwowanych ( nie jest to warunek konieczny)
3. Polubić moją stronę na facebooku ( to także nie jest warunek konieczny)
4. Umieścić Baner wraz z linkiem na swoim blogu.

Będzie mi bardzo miło jeśli ktoś z was zechce zostać ze mną na dłużej i nie pominie punktu 2 i 3.

Zakończenie Candy Wiosennego w pierwszy dzień wiosny o północy ;)
czyli 21.03.2014

A tutaj banerek i widoczne na nim upominki


Zapraszam do zabawy ;o)

1 Leave a comment on this post. If you don`t have blog please provide your email address. 
2 Add to Following my blog (this is not a necessary condition) 
3 Like my page on Facebook (this is also not a necessary condition) 
4 Place a banner with a link to your blog. 

I would be very nice if one of you wants to be with me for a long time, and do not skip step 2 and 3 

End of Candy Spring on the first day of spring at midnight;) 
21.03.2014 


And above is a banner, showing gifts.

czwartek, 6 lutego 2014

Idzie luty, kuj buty...


Idzie luty, hop sasa

Krokiem skocznym tanecznym

Krzesze iskry z obcasa

Chucha mroźnym powietrzem!



Idzie luty, kuj buty!

Podkuj buty kolego

To cię luty nauczy

Tańca tupanego!

Stuku – stuk – stuk, kuj buty,

Tupu – tup – tup, kolego,

To cię luty nauczy tańca tupanego!


A tutaj chyba nic z tego. Butów nie ma co kuć ;) Raczej powoli wyciągać wiosenne buciki. A żeby było wiosennie i kolorowo pokażę nasze butki. Te powstały jeszcze na jesieni. Zawsze powstają "serie limitowane" czyli robimy  jedną albo dwie rozmiarówki z danego koloru.










W Polsce, niestety ludzie boją się kolorów i rzadko noszą kolorowe buty. Dlatego nasze butki najczęściej wędrują do USA, Australii, Nowej Zelandii a ostatnio do Singapuru i Izraela. 

Te buty zwiedzają więcej świata niż ja ;o)

Pożegnanie z zimą już prawie było to teraz przedsmak wiosny, bo już ją prawie czuć za oknem.






środa, 5 lutego 2014

Emaliowane zakupy ;)

Tak jak wczoraj wspomniałam lekko przesadziłam z zakupami emalii. Najpierw weszłam do jednego sklepu, kupiłam 3 rzeczy, później do drugiego, wybrałam jeszcze kilka rzeczy. A potem wróciłam do tego pierwszego, bo stwierdziłam, że jeszcze mi się tam coś podobało. Dobrze, że nie miałam więcej pieniędzy przy sobie, a nie można było tam zapłacić kartą, bo pewnie kupiłabym jeszcze trochę. 

A oto wynik moich zakupów:


Wyszło, że połowę rzeczy kupiłam trochę niepotrzebnie bo nie mogłam im się oprzeć. Połowę mogę odsprzedać w cenach zakupu. Tylko im dłużej na to wszystko patrzę to tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie wiem co zostawić a co oddać.

Poniżej kilka zdjęć poszczególnych przedmiotów. Gdyby ktoś był czymś zainteresowany to proszę pisać na maila: yoni_2020@wp.pl


Wiadereczko czerwone w groszki - ma lekko odgięty drut,co widać na drugim zdjęciu
Cena: 45 zł
Kubeczek czerwony w groszki
Cena: 13 zł


Kanka czerwona w groszki
Cena 48 zł
Pojemnik czerwony w groszki z przykrywką - mam 2
Cena jednego: 25 zł


 Kafetejnik z wzorem "norweskim" - ciągle się zastanawiam czy go sobie nie zostawić
Podaję cenę na wszelki wypadek:
Cena: 60 zł



 Mydelniczka jasno różowa z kremowym brzegiem
Cena: 20 zł


I teraz żółte w groszki takie wiosenne ;)
Śmietanownik - mam w domu drugi w kolorze miętowym. Używamy go do parzenia herbaty na noc dla Łucji do picia bo wygodnie się z niego przelewa.Wchodzą do niego prawie dwa kubki. Kupiłam drugi dla siebie ale chyba zrezygnuję z niego na rzecz imbryczka ;o)
Cena: 38 zł


Pojemniczek z pokrywką - w zasadzie mam 2
Cena jednego: 20 zł
Miseczki żółte w groszki - malutkie ale urocze - w zasadzie mam 4
Cena jednej: 16 zł


Dzban na wodę - kupiłam bo myślałam, że w domu mam w innym odcieniu, okazało się że taki sam. Ma delikatne niedomalowanie jasną emalią przy krawędzi.
Cena 45 zł
Wiaderko Adnams - jedno wiaderko kupiłam dla siebie na doniczę z rozmarynem ale ciągle myslę, które zostawić to czy czerwone.
Cena: 35 zł
Aha  szumówka kosztowała 30 zł ale zostawiam ją na pewno sobie. Jeśli ktoś chciałby taką samą to przy okazji następnego wyjazdu mogę dokupić- oczywiście jak będą w sklepie.


 Małe miseczki w kolorze miętowym. - te również zostawiam raczej sobie ;o)
Cena 16 zł


Imbryk kosztował 40 zł i też zostawię go sobie ale w sklepie był jeszcze kremowy z małymi niebieskimi kwiatuszkami na dole w cenie 45 zł.

To tyle może komuś sie coś spodoba, a jeśli nie to również się nie zmartwię bo podobno od przybytku głowa nie boli ;o)

Życzę wam miłego wieczorku!

wtorek, 4 lutego 2014

Wieczorami na sofie...

Od jakiegoś czasu popołudnia i wieczory spędzam siedząc na sofie u nas w sypialni. Pilnuję Tośka. Niestety należy on do dzieciaczków kołkujących i ulewających. Ale dla mnie żadna nowość. Olek miał straszne kolki a Łucja - to taka mała Królewna Ulewna z Krainy Mlekiem Płynącej. A Tosiek nie dość, że ulewa to takie małe stękajło jest. I w rezultacie nie wiem czy mu niedobrze czy tylko stęka.

No więc siedzę na tej sofie i się nudzę. Czytać nie mam jak bo co zacznę to muszę odkładać. A że należę do osób czytających, a raczej połykających książki na raz i bez przerwy, to takie czytanie mnie irytuje. Zaczęłam dlatego powoli wykończać te rozgrzebane prace, które wymagają szycia ręcznego. Na razie ubieram zabawki. A tutaj te, które ubrałam i udało mi się sfotografować, korzystając z chwili snu Antosia.






Obydwa króliczki szukają nowych domów. A poniżej króliczek, którego uszyłam dla Łucji, jeszcze przed moim pójściem do szpitala. Materiały wybrała sobie Łucja sama, i wszystkie dodatki kazała uszyć według jej fantazji.



Niestety wtedy już miałam Zespół Cieśni Nadgarstka i nie mogłam utrzymać igły w palcach, dlatego Usi królik ma namalowany nosek. 

W międzyczasie mój mąż również pracował twórczo. Tym razem sam, zrobił nowy model butów i wyszły mu bardzo ładnie. Jako, że na topie jest folk i wszystko co ludowe, co widać choćby w teledysku "My Słowianie" ;o) Zespoły ludowe powstają jak grzyby po deszczu. Nowe buciki powstały właśnie dla zespołu ludowego, na wzór tak zwanych "krakowiaków"  A wyszły o tak:


Niebawem wiosna, co już się prawie czuje patrząc za okno. Najmodniejszy kolor sezonu: Miętowy. Zastanawiam się czy uda mi się kupić gdzieś miętową skórę. Na baleriny i torebki. Trzeba się w końcu zabrać do roboty i poodwiedzać kilka hurtowni. Dziś też trochę jeździliśmy, ale z tej wycieczki przywiozłam sobie zgoła inne Łupy ;o) Udało mi się kupić trochę emaliowanych przedmiotów z serii Nostalgia. Ogólnie ciężko ją gdzieś dostać w normalnych cenach. Jak zwykle kupiłam za dużo bo nie umiałam się oprzeć i muszę parę rzeczy odsprzedać. Co niestety stwierdziłam po przejrzeniu tego wszystkiego w domu. Jutro zrobię zdjęcia. 

Niebawem miną dwa lata odkąd prowadzę bloga, więc może jeszcze zrobię jakieś "emaliowe" candy...





niedziela, 2 lutego 2014

Drugie "naście" - czas przyśpiesza...

Wczoraj Olek skończył 12 lat. To już jego drugie naście, więc twierdzi, że nie jest już dzieckiem tylko nastolatkiem. Co prawda dla mnie zawsze będzie dzieckiem, takim małym, rumianym, pyzatym...
O takim:


i takim


I od małego był już rycerzem. Co prawda nie zawsze chętnie pozował do zdjęć:


ale zawsze był bardzo waleczny ;)


I od małego lubił wszystkie zwierzęta, chyba bardziej niż ludzi, bo koza dostała na kolację całe wiaderko kaszy przeznaczonej na kolację dla 20 osób, które akurat były na Zamku Drahim.

Koza też człowiek i łyżką jeść musi - nie wiem tylko dlaczego moją ;) 


A tutaj niespodzianka, czas przyśpieszył. Spoglądam w lustro i jeszcze jakoś upływu tego czasu nie chcę zobaczyć, może dlatego, że jutro mi również minie kolejny rok.

Wczoraj Olek miał dwie urodzinowe imprezy. Jedną z kolegami w kręgielni a drugą w domu dla rodziny. Tutaj solenizant z rodzeństwem:


A tutaj tort wykonany przeze mnie na specjalne zamówienie Olka. Tort jest migdałowy. Upieczony na samych mielonych migdałach, bez ani grama mąki (idealny również dla wszystkich na diecie bezglutenowej). Przełożony kremami: czekoladowym i ajerkoniakowym.



A ja powoli staram się kończyć wszystkie rzeczy i szyjątka rozgrzebane przeze mnie jeszcze przed porodem. Ale o tym niebawem ;)