Madam Mirabell

wtorek, 3 grudnia 2013

Pierwsze pierniczki Łucji i oczywiście zaległości

Dziś Łucja z pomocą taty i mamy piekła swoje pierwsze pierniczki. Pieczenie czegokolwiek z Łucją wydłuża czas pracy o 200 %. Najczęściej spowodowane jest to szybkością wycinania ciasteczek przez dziecko ;) Zanim ja skończę wałkować, to kawałek ciasta jest podziurkowany , a najlepiej zaczyna się wycinanie od środka. Zrobiliśmy tylko trochę pierniczków, bo Olek też chce brać udział w piernikowym pieczeniu, a że właśnie leży chory to musimy poczekać na niego.


Produkt finalny naszej pracy pokażemy po ozdobieniu pierniczków lukrem ;)

Poza piernikowym pieczeniem nadal nadrabiam zaległości. W szyciu, w fotografowaniu wyrobów i w zamieszczaniu zdjęć na internecie.  Poniżej na zdjęciach komin - szal uszyty z materiału minki i bardzo ładnej bawełny. W środku, żeby był cieplejszy ocieplina bawełniana.



Na zdjęciu drugim szal na mnie. Zdjęcie w 36 tygodniu ciąży i o 15 kg więcej - ogólnie masakra. Ale za to w uszach mam przepiękne kolczyki  ze świątecznej wymianki od Kingi z Piecuchowa. Jest to cudownie misterna robota i w dodatku tak smakowita, że w ogóle trudno im się oprzeć. Pozostałe prezenty muszę w końcu sfotografować wraz z moimi świątecznymi zabawkami, które ciągle czekają na sesję zdjęciową.
A tutaj jeszcze poduszki, już sfotografowane, dla miłośników, a raczej miłośniczek koni.



Cały czas myślę nad Świątecznym Candy. Nie mogę się zdecydować co mogłoby być prezentem w nim. Czy jakieś świąteczne dekoracje, czy zabawki, czy może coś do domu np. poszewki, kuchenne łapki... Ech...
Może ktoś mi pomoże i podpowie czym was obdarować, żeby sprawić radość? 


2 komentarze:

  1. Ależ one śliczne te podusie. I musze dodać, no po prostu muszę że sliczna z ciebie babeczka, zdjęcie jest zjawiskowe w tym kominie. I jak zazdroszczę tych pierników u nas chyba nie wyrobimy się za nic w świecie w tym roku, masakra na maksa. No i te foremki genialne i pomocnica pierwsza klasa. Moje bliźniaczki też tak piekły, ale ci powiem,ze niczego im nie zabraniałam, A teraz robią w zasadzie wszystko co ja i to same a dopiero mają 11 lat - umieją naleśniki,placki z jabłkami, placki ziemniaczane,kopytka, kluski śląskie,i inne bez pomocy , nie mówiąc o pieczeniu bo wiele rzeczy zrobią lepiej niż ja. Tak więc zachęcaj a pomoc ci urośnie.;o)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komplementy ;) Mój Olek też ma 11 lat i też zawsze chętnie pomagał w kuchni. Teraz sam zrobi coś do jedzenia bez problemu a i czasem nas zaskoczy robiąc kolacje niespodziankę albo śniadanie. A Łucja jest tak chętna do pomocy we wszystkim, że ciężko się jej nawet pozbyć ;) Choć czasem jak szyję muszę ją wysłać do męża bo jej pomoc w szyciu to często dziura w materiale wycięta na środku albo pocięte własne ubranko, albo materiał pomalowany kredkami ( bo mama czasem też rysuje na materiale), albo wyjęte wszystkie szpilki z czegoś co własnie sobie przygotowałam do zeszycia. Ale jest przy tym tak kochana i szczęśliwa, że pomaga mamie, że nawet nie mam jak się na nią pogniewać ;)

    OdpowiedzUsuń