Madam Mirabell

sobota, 27 kwietnia 2013

Wiosną...

Wiosną odczuwam taka nieprzepartą potrzebę zmian. Nie wystarczą same porządki czy zmiana firanek w oknach. W tym roku chyba przemaluję meble w kuchni na biało albo na waniliowo. Cały czas się waham, który kolor będzie lepszy. 

No i oczywiście pora na zrobienie pokoiku dla Łucji. Miejsce, w którym mieszkamy jest trochę nieustawne, bo z założenia nie miał być to dom mieszkalny. Cały czas się zastanawiam co zrobić ale jedyne wyjście, które przychodzi mi do głowy to przenieść biuro na górę a tutaj zrobić pokoik dla małej panny ;) Niestety z przenoszeniem bura muszę trochę poczekać, aż mój mąż wyleczy sobie nogę. Zerwał mięsień w udzie i nie bardzo może chodzić. Trochę podejrzewam, że zrobił to specjalnie na myśl o noszeniu mebli z dołu do góry ;). Także pokoik dla Łucji jest tymczasowo zawieszony... ale szafki mogę sobie malować.

Zmiany - zmianami ale szyć trzeba dalej ;) Wczoraj - dzięki temu, iż mój mąż nie może za bardzo się przemieszczać, więc idealnie nadaje się do pilnowania dziecka, powstała narzuta na łóżko i girlanda z chorągiewek do kompletu. Może ktoś widzi ją, już w pokoju swojego dziecka? ;)





sobota, 20 kwietnia 2013

Małe co nieco...

Dziś słońce się schowało i moja energia do pracy schowała się razem z nim. Bawiłam się troszkę w taki malutki projekcik, takie małe co nieco ;) Powstały malutkie sakieweczki na biżuterię. przydatne w podróży albo w dużej przepastnej damskiej torebce. W środku maja 8 małych kieszonek na kolczyki oraz oczywiście wolną przestrzeń na korale albo bransoletki. 


Ja zawsze mam problem w trakcie kilkudniowego wyjazdu, gdzie włożyć biżuterię. W kosmetyczce zawsze mi się wszystko plącze i dość często gubię jakiś element. A tak wszystko razem w jednym miejscu. Rozwiązałam swój własny problem ;)




czwartek, 18 kwietnia 2013

Dziś tak jakoś pastelowo mi ;)

Dziś mam taki pastelowy różowo - miętowy dzień. Sprzątałam w szafce z materiałami i napatrzyłam się na różne piękne tkaniny i tak mnie jakoś naszło. Uszyłam girlandę z chorągiewkami. Pastelową, różowo - miętową. Myślę, iż będzie bardzo ładnie wyglądała w pokoiku Łucji. 




Potem kończyłam zabawki, ale moje dziecko nie chciało przedłużyć sobie popołudniowej drzemki i tak na prawdę tylko jedną udało mi się skończyć. Żyrafka - Ewa. Przedstawiam ;) Może komuś wpadnie w oko.








poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Wiosna..

Przyszła wiosna. Wreszcie to widać i czuć. Powietrze jest ciepłe, pachnie wiosną, kogut u sąsiadów za rzeką pieje jak nawiedzony, a u nas w ogrodzie zakwitły krokusy.



Razem z kwiatami i pierwszymi pszczołami (już dwie widziałam w ogrodzie) obudziły się elfy. Mali, wiosenni, ogrodowi pomocnicy. Pierwszy z nich dogląda krokusów a czasem grzeje się w słońcu oparty o wapienne skałki. Pięknie jest, tylko w sercu jeszcze zimowy chłód trzyma, i jakoś smutno przez to...



piątek, 12 kwietnia 2013

Truskaweczki...

Wczorajszy dzień obfitował w wesołą truskawkową twórczość. Powstały dwie malutkie torebeczki - truskaweczki i poduszka - truskawka. A wszystko to dlatego, iż dzień wcześniej w sklepie widziałam dzbanuszek malowany w truskawki. Piękny był. Taki pachnący latem. Zamarzyły mi się takie świeże truskawki zrywane prosto z krzaczka albo leśne poziomki. A wokół cisza i spokój, nagrzany słońcem las pachnący igliwiem i właśnie tymi poziomeczkami... A poziomki, tak jak robiłam to jako dziecko, zrywane i nawlekane na długie źdźbła trawy... w poziomkowe korale...ehhh...

 
 




 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Wysyp ślimaczków ;)



Również tuż przed Wielkanocą nastąpił u nas w domu wysyp ślimaczków. Miały być zapowiedzią wiosny... tylko, że wiosna jakoś posłuchać mnie nie chce i nie przychodzi. Ślimaczki mają to do siebie że bardzo ciężko uszyć jednego, więc powstają parami, trójkami albo całymi stadkami. Chciałam wam przedstawić kilka ślimaczków z mojego stadka.




Po Wielkanocy...

Wielkanoc minęła. A wiosny jak nie było tak nie ma. Święta spędziliśmy u mojego brata w Gdańsku, więc przez święta nic nowego nie uszyłam. Za to przed świętami miałam pełne ręce roboty. Skończyłam szyć miarkę wzrostu dla maleńkiej Poleńki, na chrzciny.

 
Został mi jeszcze jeden panel miarki, więc jeszcze jedna miareczka jest do wzięcia. Poza tym skończyłam szyć Panią Liskę i królika w stylu skandynawskim Maileg.
 


 
Przed świętami powstało jeszcze bardzo dużo różności i może uda mi się pokazać je tutaj, gdyż właśnie wszyscy jesteśmy chorzy i siedzimy w domu.