Madam Mirabell

wtorek, 31 grudnia 2013

3 kilo szczęścia więcej...

Na wstępie chciałam przeprosić wszystkich oczekujących na rozwiązanie Candy. Przedłużyło się losowanie z przyczyn troszkę niezależnych ode mnie, Już przed 20 grudnia źle się czułam i musiałam dużo leżeć. Dzień wyników w Candy przeleżałam również. Jutro rozwiążemy konkurs razem z moją córeczką Łucją. 

Los jak zwykle płata figle i zamiast urodzić synka przez planowane cesarskie cięcie 2 stycznia zaczął mi się poród naturalny. Mój synuś postanowił zostać naszym wigilijnym prezentem i urodził się o 3 w nocy w Wigilię. Tak wyglądał parę chwil po urodzeniu.


A tu już na zdjęciu po wyjściu ze szpitala.


A teraz szybko życzę wam wszystkim równie szczęśliwego Nowego Roku, jak ten który się zaczyna, jest dla mnie  i uciekam do małego Antosia, który oznajmia już światu, że jest głodny.
 


środa, 11 grudnia 2013

"CIASTKOWE" CANDY U MADAM MIRABELL !

Długo myślałam czym was mogę obdarować na Święta, aż w końcu wymyśliłam "Ciastkowe" Candy ;)
Ciastkowe nie dlatego że dotyczy ciastek ale Ciastka. Wszakże do oddania mam Duuuużą Świąteczną skarpetę z kieszonką z wyhaftowanym ciastkiem. I małego Ciastka - zawieszkę. I jeśli nie znajdę się wcześniej w szpitalu to postaram się dołączyć do tego prezent niespodziankę.

Skarpeta jest duża i pomieści sporo prezentów, jej długość to około 70 cm
a pani Ciastek jest malutka ale urocza ;)



 Aby wziąć udział w Candy należy:
1. Zostawić komentarz pod postem
2. Umieścić poniższy banerek z aktywnym linkiem na swoim blogu, a osoby nieposiadające blogów, mogą zamieścić link na swojej ścianie na Facebooku.
3. Zostać obserwatorem mojego bloga, osoby nie posiadające profilu na bloggerze mogą polubić profil Madam Mirabell na Facebooku.
4. Anonimki albo osoby z Facebooka nie posiadające tutaj konta proszę o pozostawienie maila kontaktowego



Zapisy trwają do 20.12.2013 do godziny 24.00 
Prezent postaram się wysłać szybciutko kurierem by dotarł przed Wigilią.

ZAPRASZAM SERDECZNIE DO ZABAWY !!!

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Przedstawiania zaległości ciąg dalszy...

Dwa dni zimy minęły bezpowrotnie. Po pięknym śnieżku już prawie nie pozostał żaden ślad. Wczoraj jeszcze udało mi się zabrać Łucję na saneczki. Olek ją ciągnął na sankach a ona krzyczała: Szybciej! Szybciej! Biegnij Olek! Później Olek próbował ją namówić na wspólne lepienie bałwana. Jednak bałwan to nie było to co zamierzała ulepić Łucja. Ona chciała ulepić Pingwina ;)
Niestety Pingwin nie doszedł do skutku bo śnieg się wcale nie chciał kleić.

Dziś od rana leje deszcz a ze śniegu pozostała gdzie nie gdzie warstewka lodu. Nawet pies w taką pogodę nie chce wyjść na dwór, więc skorzystałam z okazji i zrobiłam kilka zdjęć.

Poniżej Adwentowy Kalendarz uszyty dla dzieci i jeszcze nie wypełniony. Sfotografowany wcześniej.




Dziś w robieniu zdjęć pomagała mi Łucja, także ona również musiała na nich się znaleźć. Przedstawiam więc:
Aniołek Śpioszek + Łucja



Mały króliczek + Łucja




Jabłuszka sfotografowane już bez małego pomocnika:




I świąteczna zawieszka:



 

wtorek, 3 grudnia 2013

Pierwsze pierniczki Łucji i oczywiście zaległości

Dziś Łucja z pomocą taty i mamy piekła swoje pierwsze pierniczki. Pieczenie czegokolwiek z Łucją wydłuża czas pracy o 200 %. Najczęściej spowodowane jest to szybkością wycinania ciasteczek przez dziecko ;) Zanim ja skończę wałkować, to kawałek ciasta jest podziurkowany , a najlepiej zaczyna się wycinanie od środka. Zrobiliśmy tylko trochę pierniczków, bo Olek też chce brać udział w piernikowym pieczeniu, a że właśnie leży chory to musimy poczekać na niego.


Produkt finalny naszej pracy pokażemy po ozdobieniu pierniczków lukrem ;)

Poza piernikowym pieczeniem nadal nadrabiam zaległości. W szyciu, w fotografowaniu wyrobów i w zamieszczaniu zdjęć na internecie.  Poniżej na zdjęciach komin - szal uszyty z materiału minki i bardzo ładnej bawełny. W środku, żeby był cieplejszy ocieplina bawełniana.



Na zdjęciu drugim szal na mnie. Zdjęcie w 36 tygodniu ciąży i o 15 kg więcej - ogólnie masakra. Ale za to w uszach mam przepiękne kolczyki  ze świątecznej wymianki od Kingi z Piecuchowa. Jest to cudownie misterna robota i w dodatku tak smakowita, że w ogóle trudno im się oprzeć. Pozostałe prezenty muszę w końcu sfotografować wraz z moimi świątecznymi zabawkami, które ciągle czekają na sesję zdjęciową.
A tutaj jeszcze poduszki, już sfotografowane, dla miłośników, a raczej miłośniczek koni.



Cały czas myślę nad Świątecznym Candy. Nie mogę się zdecydować co mogłoby być prezentem w nim. Czy jakieś świąteczne dekoracje, czy zabawki, czy może coś do domu np. poszewki, kuchenne łapki... Ech...
Może ktoś mi pomoże i podpowie czym was obdarować, żeby sprawić radość? 


wtorek, 26 listopada 2013

Taka spora retrospekcja.

W komentarzu do jednego z moich wytworów Kinga z Piecuchowa zauważyła, ze sporo szyję ręcznie. I wtedy uświadomiłam sobie, że to prawda, mimo iż posiadam dwie bardzo dobre maszyny, overlocka i tak dalej to ja i tak wolę szyć ręcznie. Skąd się to wzięło? Z szycia strojów historycznych. O wielu lat fascynuje mnie średniowiecze i żywa rekonstrukcja. Stroje, żeby odpowiadały wymogom naszej chorągwi grunwaldzkiej i historyczności szyję ręcznie. Na zdjęciu jestem w szytej ręcznie sukni mi- parti na Grunwaldzie.


Grunwald to dla nas takie trochę magiczne miejsce. Tam się poznaliśmy. Tam planowaliśmy wziąć ślub. Plany jak to w życiu trochę nam się pozmieniały. I w końcu ślub wzięliśmy w całkiem innej "epoce"  - w epoce napoleońskiej.


Poza strojami średniowiecznymi, które szyję w całości ręcznie ( a teraz nie mogę znaleźć żadnych sensownych naszych wspólnych zdjęć) szyję też maszynowo stroje z innych epok, a wykańczam je ręcznie.
Poniżej jestem w sukni z XVII-go wieku, na historycznych andrzejkach. 


A poniżej parę zdjęć mojego męża z lat wcześniejszych. 




I jeszcze jedno z moich ulubionych zdjęć ;)





czwartek, 21 listopada 2013

Dzień życzliwości i muffinki korzenne...

Dziś podobno jest dzień życzliwości. Takie hasło rzuciło mi się w oczy, gdzieś na internecie. I mogę zgodnie z prawdą powiedzieć, że dziś zaznałam bardzo dużo życzliwości płynącej ze wszystkich stron. Mogę z ręka na sercu powiedzieć, że ze wszystkich stron płyną Eksperymentalne Sygnały Dobra. Kto lubi książki Małgorzaty Musierowicz ten będzie wiedział o czym mowa. Zawsze przed świętami wracam do jej książek, są takie pełne ciepła...
Ale w zasadzie nie o tym miałam pisać, tylko o tym,  że od rana napływają do mnie sygnały dobra ;)
Pierwszy przyszedł paczką od Kingi z Piecuchowa.
Przepiękne rzeczy z wymianki świątecznej, tak cudowne, że po prostu brak mi słów, żeby je opisać, dlatego jutro wrzucę zdjęcia, żeby się pochwalić tymi ślicznościami. Twoje małe cuda są jeszcze piękniejsze niż na zdjęciach, poza tym jest tego wszystkiego tak dużo, że teraz ja muszę się zmobilizować i wprowadzić w czyn "jedna" koncepcję ;)
Następny miły akcent był dziełem mojego męża, który upiekł przepyszne Muffinki z owocami i czerwonym winem. A tak wyglądała dzięki nim nasza południowa kawa.



Dla zainteresowanych podaję przepis. Dodam tylko że muffinki są pyszne, korzenne i lekko wilgotne w środku, dzięki owocom.

MUFFINY Z OWOCAMI I CZERWONYM WINEM
200 g suszonych daktyli, śliwek,żurawiny i rodzynek
1/4 l czerwonego wina
 ( my używamy wytrawnego, wtedy ciasto poza słodyczą ma lekko kwasową nutę wina)
1 jajko
100 g cukru
125 g miękkiego masła
260 g mąki pszennej
1 łyżka cynamonu
15 g proszku do pieczenia
szczypta soli

Suszone owoce drobno pokroić i namoczyć w czerwonym winie. Jajko roztrzepać, dodać cukier i stopniowo dodawać masło. Dodać suszone owoce i czerwone wino. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i cynamonem. Następnie przesiać do masy jajecznej. 
Napełnić foremki ciastem do 2/3 wysokości. Piec w temperaturze 180 stopni przez 20-25 minut. Wyjąć muffiny z piekarnika i jeszcze na pięć minut pozostawić w formie. Następnie wyjąć z formy i ostudzić na kracie lub podawać na ciepło.

A tutaj parę moich nowych wyrobów. Co prawda kończy się już 34 tydzień ciąży i widzę, że coraz mniej już mogę zrobić. Do tego dochodzi serducho, które nie zawsze chce mi bić jak trzeba, ale jeszcze coś robię ;)
Obawiam się tylko, że nie zdążę zrobić tego wszystkiego co sobie zaplanowałam przed porodem. Lekarz również pozbawia mnie złudzeń i twierdzi ze po 8 grudnia umawia się ze mną na cesarkę. Z jednej strony się cieszę z drugiej jakoś mi się wcale nie śpieszy.

No i znów mi się wkradła dygresja całkowicie nie na temat. To teraz już bez zbędnego pisania przedstawiam Renifera z zaprzęgu Świętego Mikołaja.



I ślimaczek w wersji świątecznej.



I jabłkowa girlanda. Dosyć długa ale bardzo smakowita, z ekologicznych jabłuszek ;)




wtorek, 12 listopada 2013

Cinabons i wczorajsze szycie...

Wczorajszy dzień, zaczął się od tego, iż moje małe dziecko wstało i stwierdziło "Mamo jestem łodna". Niestety okazało się, że kupiliśmy za mało chleba, więc Łucja dostała "jaicę" (czyli jajecznicę) bez chlebka a ja zabrałam się szybko za pieczenie chleba z płatkami owsianymi.  Jako iż kuchnia się nagrzała szybko od piekarnika to postanowiłam wypróbować przepis od mojej szwagierki Kasi na Cinabons. Pyszne cynamonowe bułeczki  z ciasta duńskiego. Wyszły rewelacyjnie. Akurat na kawę przyszła moja koleżanka z córeczką i moi teściowie, także jedna blacha zniknęła w momencie.  A oto foto relacja  - bułeczki po upieczeniu i po polaniu ich specjalną polewą z serka.


A tutaj przepis dla zainteresowanych:

CINABONS

Ciasto: 
1 szkl. ciepłego mleka
2 jajka
1/3 szkl. rozpuszczonego masła
4 i 1/2 szkl. mąki
1/2 szkl cukru
40 g. drożdzy
łyżeczka soli

Nadzienie:
3/4 szkl. brązowego cukru (zmielić)
1/4 kostki miękkiego masła
2 i 1/2 łyżeczki cynamonu

Polewa:
120 g. serka typu Philadelphia
4 łyżki miękkiego masła
1/2 szkl. cukru pudru
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
szczypta soli

Ciasto: Podgrzać mleko. W ciepłym mleku rozpuścić drożdże. Dodać cukier, masło, sól, jajka i mąkę.Wyrobić ciasto. Zostawić do wyrośnięcia na godzinę.

Nadzienie: Zmielić cukier brązowy. Wymieszać go z cynamonem i masłem. Wyrośnięte ciasto podzielić na dwie części. Każdą rozwałkować na prostokąt. Na cieście rozsmarować nadzienie. Zwinąć w roladę. Pokroić na plastry. Ułożyć powstałe ślimaczki w formie lub w naczyniu do zapiekania. Zostawić na 30 minut do wyrośnięcia. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni i piec 18-20 minut.

Polewa: Wymieszać kremowy serek, masło, cukier puder, ekstrakt waniliowy i sól, na puszystą masę. Rozsmarować polewę na ciepłych jeszcze bułkach. Podawać najlepiej na ciepło. Na drugi dzień można je podgrzać w mikrofali. 

Popołudnie spędziłam na szyciu wielorazowego podkładu do przewijania dla swojego przyszłego maleństwa. Wierzch został uszyty z tkaniny PUL czyli nieprzepuszczającej wody a spód z polarku minky. Sądzę, że taki podkład do przewijania zawsze przyda się, na wyjeździe, gdzie trzeba przewinąć dziecko używając przewijaków w miejscach publicznych.



Acha i jeszcze skończyłam sarenkę i grzybka, którego pewnie wykorzystam przy jakiejś świątecznej zawieszce. Potem moja aktywność zdechła, bo duży brzuch już mi wyjątkowo przeszkadza przy szyciu a kręgosłup chce pęknąć. ;)





poniedziałek, 11 listopada 2013

Kocyki dla maluszków

Podziwiam osoby, które potrafią regularnie zamieszczać posty na blogach i fotografować swoje rękodzieła ;). Ja jak zwykle jestem z tym na bakier. Albo zrobię zdjęcia, albo jak zwykle zapomnę. Czasem coś zamieszczę, ale najczęściej nowa rzecz zdąży już zamieszkać u kogoś innego a ja dopiero wtedy wpadnę na pomysł, że mogłam to sfotografować. Tym razem jednak byłam zapobiegliwa i sfotografowałam sobie wszystko zanim rozesłałam paczki. 

Zacznę od rzeczy, które wyjechały w świat jako pierwsze:


oraz kolejne dwa kocyki:



A teraz kilka zdjęć kuchennych łapek i rękawiczek przygotowanych na świąteczną wymiankę dla Kingi z Piecuchowa. Cieszę się bardzo, iż prezent jej się podobał. Nawet nie wiesz, ile radości mi sprawiłaś swoimi miłymi słowami ;)




 Teraz pracuję nad kolejną wymianką. tym razem dla Baleriny

A i jeszcze jedna rzecz do pokazania przyszła mi do głowy. Taki koniczek w stylu koników Dala W kolorach beżowo - brązowych. Koniczek szuka sobie nowego domu ;)